Właśnie wróciłam od weterynarza... Byliśmy umówieni na 17 ponoć nie miało być dużo ludzi, gdy przyszliśmy (spóźniliśmy się jakieś 3 minuty) zastaliśmy grupkę ludzi przed wejściem. Byłam troszkę poddenerwowana ze względu na możliwy kontakt z psami, no ale jak to się mówi "Co Cię nie zabije to Cię wzmocni" czy jakoś tak ;)
Gdy tylko wyszliśmy z auta przywitał nas wesoły Owczarek Niemiecki z obwiniętą łapą. Psiak był dwa lub nawet trzy razy większy od Bonusa więc bacznie obserwowałam ich zachowanie. Psy się przywitały, wszystko było spokojnie. W tym momencie dosłownie kamień spadł mi z serca. Doszłam do wniosku, że Bonus ma awersję do psów spuszczonych... chyba się myliłam. Dosłownie chwilkę po spotkaniu z Owczarkiem podszedł do nas Grzywacz Chiński. Piękna rasa, choć ten był wyjątkowo upasiony. Psiak nie miał ani obroży ani szelek, chodził sobie swobodnie choć widać było, że właściciel go kontroluje. Oczywiście pozwoliłam się im przywitać, miałam wielką nadzieję, że psy nie skoczą sobie do gardeł. Głównie ze względu, że nie chciałam powiększać agresji Bonusa do innych psów ale pewnie też dlatego, że właścicielem Grzywacza był starszy mężczyzna a jak wiadomo ludziom w podeszłym wieku troszkę trudno się schylać. Pies bez smyczy a Bonus spokojny, głównie ignorował łysego psiaka ale nie był przy tym agresywny a więc SUKCES :D
Ostatnim psem którego poznaliśmy był jakiś mały kundel z problemami. Już na starcie widząc Bonusa zaczął piszczeć, szczekać i warczeć. Jego właściciele doszli chyba do wniosku, że najlepszym sposobem na uspokojenie psa jest wzięcie go na ręce. Jakoś nie miałam zbytniej ochoty podchodzić do tego psa no ale niestety nie wyszło. Owy pies ewidentnie miał coś do większych od niego psów. Z łysolkiem przywitał się jeszcze jeszcze to Bonusa znienawidził od razu. Gdy psy do siebie podeszły atmosfera była dosyć sztywna lecz nic nie zapowiadało aby którykolwiek z psów miał zaatakować. Czarę goryczy przelał łysolek który postanowił przyłączyć się do psiego spotkania. Po minucie zauważyłam, że kundel zaczyna się denerwować i jest gotowy do ataku. Postanowiłam odciągnąć Bonusa na bezpieczną odległość i tak zrobiłam.... szkoda tylko, że właściciele kundla postanowili do nas podejść. Kluska został zaatakowany po raz pierwszy przez aż tak małego psa. Widać było, że niezbyt chciało mu się atakować takiego malucha. Dopiero po chwili doszedł do wniosku, że jakiś pies go zaatakował i, że trzeba zacząć szczekać :')
Wyniki badania
Oczywiście były robione "badania" (te podstawowe.. które weterynarz wykonuje np. przed szczepieniem). Nadeszła znowu najgorsza chwila dla Bonusa - termometr w kufer. Nie obyło się bez protestów. Pani weterynarz zaczęła badanie tylnych łap. Widząc jak po prostu rusza tylnymi kończynami Bonusa doszłam do wniosku, że to jej pewnie nic nie da. Że z tego badania nie wywnioskuje nic. No i tutaj też się myliłam. Gdy wykonała ruch lewą łapą tak jakby siadania Bonusa ewidentnie to zabolało. No i mamy przyczynę.
Wypadająca rzepka w lewym kolanie :( Zostałam poinformowana na czym polega przypadłość Bonusa i co będzie najprawdopodobniej trzeba zrobić. Kluska dostał zastrzyk w kufer i tabletki. Za 10 dni wracamy do weterynarza na następną konsultacje. Mam tylko 10 dni aby zdecydować się czy Bonus będzie operowany czy nie.
Mam nadzieję, że Was nie zanudziliśmy.
Pozdrawiamy Biały Krukk