czwartek, 30 sierpnia 2018

Problemy zdrowotne Mini

Jako, że Mini jest z nami już ponad 2 lata myślę, że jestem w stanie spokojnie wypowiedzieć się na temat jej problemów zdrowotnych. Z tego co pamiętam, przed adopcją zostałam poinformowana, że prawdopodobnie występują u niej skutki nieleczonej nosówki, nigdy tego niestety nie potwierdziliśmy. Suka na samym początku miała dosyć mocno przekręconą głowę, nie raz się chwiała, do teraz wpada na różne rzeczy. W tym roku, przez właśnie okres letni, Mini miała strasznie podrażnione oczy gdy tylko słońce mocniej zaświeciło i do teraz łuszczy się jej nos. Smarowanie go, nie dawało za bardzo nic, ale gdy słońce zniknęło na tydzień, widać było znaczną poprawę. Jest też problem z przywoływaniem, nie wiem czym jest związany, ale nie raz zdarzyło się, że stałam kawałek za nią i ją wołałam, jak już zareagowała to patrzyła nadal w przeciwne strony. Reaguje głównie na wyższe dźwięki, nie da się jej wołać "Mini!", tylko raczej "MIIIINIIIII!", dziadek czasami wręcz próbuje nawoływać ją mówiąc "mimi" i chyba nawet to na nią działa. Od dawna zastanawiam się czy nie wprowadzić na spacery gwizdka, który nabyłam dawno, a leży w szafce. Mimo wszystko, suka stara się raczej trzymać bliżej człowieka niż Bonusa, ale czasami gdzieś za nim popędzi. Zawsze gdy ją spuszczam, gdzieś tam z tyłu głowy mam, co jeśli wystraszy się czegoś, ucieknie. Wiem, że nie byłoby łatwo chodzić i nawoływać, bo zapewne nie zareagowałaby, dlatego w miejscach, gdzie widoczność mogę mieć ograniczoną, staram się trzymać ją jak najbliżej siebie. Bonus jak ucieknie, jest w stanie usłyszeć samochód, wie, że trzeba uciekać przed nim, Mini niekoniecznie. Na samym początku gdy do nas trafiła była wychudzona, miała biegunkę, zostawiała niespodzianki codziennie rano w moim pokoju. Wszystko się unormowało, wręcz mogę rzec, że przeholowaliśmy trochę z jej wagą. Suka jest widocznie tłustą beczką, jak ja staram się w miarę możliwości nie przedobrzyć z karmą, tak niestety zawsze gdzieś zje trochę karmy dla kotów lub ktoś jej coś rzuci. Nie wiem jak sobie poradzić z tym problemem, karmę mamy wysypaną prawie 24/7 na dworze dla kotów, niekoniecznie też naszych. Dokarmiana jest rzadko, ale czasem zdarzy mi się wypuścić ją w czasie gdy siostra karmi koty mięsem. Wtedy zawsze coś dziabnie, a zazwyczaj robi to bardzo łapczywie i kończy się to jak dziś. Sucz musiała zostać przeze mnie wysiedlona do pomieszczenia gospodarczego, ze względu, że wymiotuje co chwilę. Będę zaglądać co jakiś czas do niej, ale nie byłabym w stanie trzymać jej w pokoju. Żeby nie histeryzowała aż tak, razem z nią Bonus wyleciał z pokoju, oraz ich legowiska. Myślę, żeby nie przegłodzić jej, chociaż zazwyczaj zwymiotowała raz i na tym się kończyło. Trochę martwi mnie, że to już 3 raz przy mnie, a raz wręcz zwymiotowała na siebie. Jeżeli do jutra nie uspokoi się to wszystko, prawdopodobnie czeka nas wizyta u weterynarza.

Mimo jej łapczywości, muszę przyznać, że stała się naprawdę fajnym, spokojnym psem. Potrafi dużo czasu przeleżeć w pokoju. Zostawanie na dworze nadal równa się z szczekaniem, ale teraz raczej upomina się co jakąś godzinę, że ona tam jest i chciałaby wejść w końcu do domu. Gdy tylko drzwi się otworzą, nie patrzy co się dzieje, tylko leci do pokoju. W taki właśnie sposób zostałaby z niej nie raz mokra plama, bo albo się ją kopnie, albo sama wpadnie na drzwi/ ścianę, albo po prostu się wywali. Pobudkę mam koło 6, a  budzę się tylko przez jej irytujące tuptanie koło łóżka. Doskonale wie, że obudzi mnie, gdy zacznie przebierać nogami i skakać z jednej na drugą. Czasami jak to nie działa, to tupta w ten sposób stojąc na 2 łapach, opierając się o łóżko. A jeżeli będę na tyle okropna i nie wstanę, to zemści się i zostawi mi niemiłą niespodziankę na dywanie, ewentualnie zaczyna pierdzieć, gdzie jest to tak niewyobrażalny smród, że raz musiałam się ewakuować z pokoju. Z kolei Bonus z roku na rok jest coraz bardziej leniwy. Zdarzy mi się spać do nawet 15, ale to ze względu na godzinę o której się kładę, czasem nawet właśnie koło takich godzin Bonus nie ma zamiaru wstać z legowiska. A jak pada deszcz lub pogoda mu nie odpowiada to tym bardziej nie ma mowy, żeby wyściubić nosa z domu na głupie siku. Ten pies naprawdę wziął przykład z właścicielki, bo ja mając trudne okresy w życiu, większość czasu spędzam w łóżku, nie mając siły wstać, o jedzeniu już nie
mówiąc.

Mimo, że oba psy uwielbiają leżeć, są prawdziwymi przylepami, to gdy nadejdzie czas spaceru, nie ma czegoś takiego jak odpoczynek, posiedzenie sobie chwilę na ławce, eee gdzie. Gdy jest spacer mamy chodzić do póki, aż nie będą chciały się napić, a jak się napiją to mamy iść dalej.
Dzisiaj tak bardziej filmikowo, jakoś cierpi, wszystko cierpi, ale są to takie moje miłe wspomnienia, które nagrywałam telefonem i nie zważałam na to w jaki sposób się będzie film prezentować.

Dziękuję za przeczytanie, pozdrawiam :D