wtorek, 28 sierpnia 2018

Za tęczowym mostem...

Jeżeli zwróciłam uwagę tytułem kogokolwiek, powiem szczerze, że bardzo się cieszę. Co się dzieje, dlaczego na blogu nic nie ma, to wszystko chcę tutaj wyjaśnić.
Od razu mówię, że bloga nie mam zamiaru usuwać jak to robi dużo osób. Powód dlaczego tego nie zrobię, jest dosyć prosty. Ten blog nigdy nie był o psach tak naprawdę, myślę, że osoby będące tutaj od początku, mogły to zauważyć. Zawsze coś, gdzieś dodawałam związanego ze sobą. Psy były głównym tematem, ale nie da się ukryć, że czytając od początku, można było się dowiedzieć dosyć dużej ilości informacji o mnie. Blog zaczął wygasać gdy ogłupiałam, lecz nie widziałam tego w tamtej chwili. Porzuciłam prawie wszystko co sprawiało mi przyjemność, na rzecz innych, głupszych wymysłów. Jeżeli wytrwałabym i rozwijała swoje dawne pasje, to mogłabym osiągnąć bardzo wiele. Najważniejszą z takich rzeczy, które mogłam osiągnąć, jest wyzbycie się lenistwa oraz nie poddawanie się tak szybko. Obiecywałam Wam już nie raz, że wrócimy, że wystartujemy z super energią, że coś się tutaj będzie działo. Nie spełniłam obietnicy, wiem. Przepraszam Was wszystkich za to. Teraz nie mam zamiaru obiecywać rzeczy niepewnych. Nie wiem jak będzie wyglądał dalej ten blog, czy będę miała czas i co tutaj pisać, ale mogę się postarać z całych sił. Tylko czy ktoś tutaj jeszcze zagląda? Jeżeli tak prosiłabym abyś zostawił komentarz, może to być nawet kropka, ale chcę wiedzieć, czy ktoś to jeszcze czyta. Oczywiście, jeżeli udałoby mi się prowadzić bloga dalej, robić coś z psami, to tak, ja tutaj nadal będę pisać. Liczba osób czytających moje wypociny na to nie wpłynie. Trzeba coś w końcu zrobić dla siebie, bez względu na innych.

Jeżeli jesteście ciekawi co u nas się dzieje, hmmm... Z psami nie trenuję, czasem się zdarzy, że zabiorę je na długiii spacer, ale na tym się kończy. Po porządnym kopniaku w dupę, doszłam do wniosku, że wracamy do treningów. Nie wiem jeszcze jak, ale jeżeli do nich wrócę i będą one regularnie, to zyskam na tym ja i psy. Możecie trzymać za nas kciuki, żebym żadnego kundla nie zabiła podczas jednych z pierwszych prób (zwłaszcza Mini) powrotu ;)