Wąsik zdechł z 26 na 27 sierpnia. Mała kruszynka męczyła się w "transporterku", nie myślcie sobie, że zostawiłam go tam i nie głaskałam. Wtedy był bardzo wymiziany ale krew nie dopływała mu do łapek przez co nie mógł się poruszać. Nie chcę robić tego posta długiego więc to koniec...

Rozumiem przez co przechodzisz, też kiedyś miałam gryzonia, którego bardzo lubiłam :c
OdpowiedzUsuńWspółczuję :( Ale pocieszaj się tą myślą, że teraz już nic go nie boli. Wiem co czujesz, miesiąc temu musiałam uspać mojego królika...
OdpowiedzUsuń[*] - dla Wąsika
Współczuję straty futrzaka. Trzymaj się :)
OdpowiedzUsuń