poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Jak mi idzie ? - czyli oczami Bonusa #1

Pewnie mnie już znacie z opowiadań mojej pani... ale dziś to ja piszę swymi długimi pazurkami i krótkimi łapkami. Nie wiem czy spodoba Wam się mój styl pisania, bardzo chcę abyście napisali mi czy na pewno chcecie, żebym od czasu do czasu pisał tu posta ? Dziś opiszę Wam mój ostatni spacerek.


W sobotę pani zabrała mnie na spacerek, poszliśmy na "mamo idę na PGR'y" czy jakoś tak... nie ważne. Najpierw musieliśmy wejść na małą górkę, ja zawsze mam wtedy dużo energii i ciągnę. Zaczyna się szarpanie ja z jednej strony tego sznurka który jest przypinany do jakiegoś paska... a pani z drugiej. Lubię tak ciągnąć, no ale czasami muszę się uspokoić bo np. jedzie wielka puszka w której siedzą człowieki i jestem zmuszony stanąć. Gdy już górka się kończy idę na siusiu, moim pierwszym celem jest wielki czerwony "hydrant". Potem idę z prawej do lewej i tak w kółko - każdy krzaczek jest mój, w końcu moje ulubione miejsce na kupkę, czyli siatka sąsiadów. Idziemy dalej i ulica, pani mówi, że jest świetna bo:
  • jest zakręt z prawej
  • jest górka z lewej 
i trzeba nasłuchiwać a to jest trudne gdy ja chodzę i szuram swoimi pazurkami o kostkę a obok nas szczeka wielki Owczarek Niemiecki którego nie lubię, bo nie umie się bawić :( Gdy już przejdziemy ulicę zaczyna się fajna droga, cała zarośnięta... ale nie rozumiem dlaczego jestem jeszcze na smyczy. Gdy w końcu znaleźliśmy się obok wielkiego drzewa, pani mnie spuściła. Nie raz chowała się już w kukurydzy i czekała aż ją znajdę więc byłem wtedy uważny i co chwilę się musiałem się odwracać. W końcu doszliśmy na miejsce - wielka polana, napiłem się i ległem. Chciałem się na chwilkę przespać no ale przybiegł Puszek. Pokazałem pani, że bardzo chcę iść już więc ruszyliśmy. Biegłem i biegłem ale nie nadążałem za Puszkiem który był człowiekom do kolana a ja trochę niżej, po raz pierwszy się tak oddaliłem od pani na spacerze. Nagle usłyszałem "Bonus!", chciałem zahamować ale biegłem za szybko i z tego wyszedł fikołek, prawie w międzyczasie wpadłbym na drzewo bo patrzyłem się do tyłu. Znowu przy wielkim drzewie usłyszałem znany dźwięk jednak to nie było wołanie a dźwięk karabińczyka. Pani klęczała na trawie, bawiła się karabińczykiem a gdy zauważyła, że się zatrzymałem zaczęła mnie wołać. Zastanowiłem się czy podejść czy raczej bawić się z kolegą który cały czas próbował mnie dominować - wybrałem panią. Zapięła mi smycz i ruszyliśmy na początku starałem się dogonić Puszka ale... byłem na smyczy. Mogłem odpocząć od biegania i wlekłem się za panią. Potem trening na torze, jedzonko i reszta dnia była normalna.

Moimi oczami:
Bonus napisał już Wam prawie wszystko, a ja tylko coś dodam. Sprawa z spacerami na prawdę się zmieniła. Ostatnio jechał rowerzysta, pies zaczął za nim iść a ja powiedziałam TYLKO "nie wolno", Bonus od razu wrócił do mnie i nie marudził aby biec za rowerzystą, podobna sytuacja była z Puszkiem. Widać, że pies potrafi się posłuchać - chociaż na spacerach :D

2 komentarze: